O autorze
Jestem żonaty i mam dwóch synów. Skończyłem Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na UW, z tym, że dziennikarstwo pozostało raczej w sferze zainteresowań, natomiast nauki polityczne to moje wykształcenie i życie zawodowe. Jedną nogą pracuję i żyję w Warszawie, drugą nogą pracuję i żyje w Sieradzu. Od 2007 roku jestem Posłem i reprezentuję okręg sieradzki. Prawie od początku pracuję w Komisjach ds. UE oraz Komisji Obrony Narodowej, byłem także przewodniczącym Podkomisji Stałej ds. Wieloletnich Ram Finansowych. W 2015 byłem Rzecznikiem Rządu Ewy Kopacz. Poza życiem zawodowym i rodzinnym nie za dużo czasu pozostaje na swoje zainteresowania. Staram się spędzać ten czas aktywnie, ostatnio jest to CrossFit, natomiast niezmiennie od wielu lat sztuki walk. Chociaż obecnie częściej oglądam niż sam staję na macie.

Hybrydowy zamach stanu

Na początku trudno było nazwać sytuację, która zaistniała na Ukrainie. Nie była to klasyczna wojna, którą znaliśmy z przeszłości czyli zorganizowany konflikt zbrojny pomiędzy państwami. Nie było zaangażowania armii czy oficjalnego wypowiedzenia wojny. Zauważyć można było natomiast dążenie do demontażu drugiego państwa. Cele te same co na wojnie, natomiast środki zupełnie inne. Niby-wojna na Ukrainie została nazwana wojną hybrydową.

W Polsce mamy do czynienia z hybrydowym zamachem stanu czyli próbą wprowadzenia dyktatu sejmu nad innymi władzami. We wszystkich krajach demokratycznych istnieje trójpodział władzy opisany przez Monteskiusza czy Locke'a. System polega między innymi na tym, że wszystkie władze tj. wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza wpływają na siebie, ale jednocześnie się blokują, po to żeby żadna z nich nie mogła uzyskać prymatu nad pozostałymi. Przy tym założeniu trójpodział władzy to fundament państwa prawa. Art. 10.1 Konstytucji RP stanowi, że "Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władz ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej".



W tej chwili PiS mając większość w sejmie wybraną w demokratycznych wyborach z jednej strony marginalizuje władzę wykonawczą, a z drugiej próbuje zdominować sądowniczą. Żaden polityk w historii Polski nie miał tak dużej władzy jak Jarosław Kaczyński, który nie tylko wpływa na sejm, senat, rząd i prezydenta, ale także ma poparcie kościoła katolickiego oraz związków zawodowych, czego nie było nawet w PRL-u. Zaraz przejmie kontrolę nad prokuraturą i NBP. Jarosław Kaczyński nie ponosi odpowiedzialności konstytucyjnej, ponieważ poza byciem posłem na Sejm RP nie sprawuje w Polsce żadnego urzędu. Skoro w ciągu dwóch pierwszych tygodni rządzenia władza jest tak bardzo zdeterminowana, to strach pomyśleć co będzie przed kolejnymi wyborami.

Wyborów dokonanych demokratycznie nie można cofnąć. Tak jak nie można odwołać wybranych sędziów, tak samo nie możemy anulować wyboru posłów czy prezydenta. Nie istnieje procedura pozwalająca odwołać podjęte przez sejm wybory sędziów. Sejm nie ma takich kompetencji. Natomiast ustanowione prawo może zostać jedynie zakwestionowane przez wyrok Trybunał Konstytucyjny.

Ślubowanie jest raczej kropką nad i czy tzw. wisienką na torcie. To uroczysta deklaracja. Problemem okazało się to, że należy ślubować wobec kogoś. Nie wyobrażam sobie, żeby Małgorzata Kidawa-Błońska nie zwołała Zgromadzenia Narodowego, które miało przyjąć przysięgę Andrzeja Dudy, nie do pomyślenia wydaje się brak ogłoszenia pierwszego posiedzenia sejmu i przyjęcia ślubowania poselskiego. Pewne rzeczy są naturalnymi krokami w demokratycznym państwie i specjalnie opóźnianie ich czy omijanie burzy fundamenty państwa prawa.

Wydarzenia ostatnich tygodni na pewno zburzyły lub naruszyły wypracowany przez ostatnie 26 lat porządek demokratyczny w Polsce. To obchodzenie prawa tylnymi drzwiami. Zamach stanu? Cel ten sam, środki trochę inne.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...